"What makes a man hate another man", czyli kryzys migracyjny

Osobiście od początku byłam mocno sceptyczna wobec masowego przyjęcia słynnych już w Europie uchodźców z Syrii. Po drodze, przez tych kilka miesięcy, nasłuchałam się od "wielkodusznych obywateli" jaka to ze mnie rasistka, ksenofob i wszystko co najgorsze. I to chyba ta skłonność do pochopnych osądów najbardziej wkurzała mnie w zapalonych zwolennikach wpuszczenia tysięcy imigrantów. Co jak co, do rasistki i ksenofoba jest mi równie daleko co do wypranego z własnej opinii Mohera z Armii Pewnego Radia (pozwolę sobie unikać w tym wypadku lokowania produktu).

Zdecydowanie marzy mi się wielokulturowe społeczeństwo, choćby dlatego, że wydaje mi się to o wiele bardziej korzystne ekonomicznie i światopoglądowo. Mało tego, mam nawet przykłady historycznych korzyści z różnorodności wynikających. Najbardziej oczywistym przykładem jest w moim odczuciu historia bankowości. O tym może przy innej okazji, bo zbytnio zboczyłabym z tematu. Tyle, że wielokulturowe społeczeństwo musi rodzić się w sposób naturalnej, powolnej ewolucji. Czyli, jak można się domyślać, nagły napływ tysięcy nowych osób nie jest sposobem na osiągnięcie tego stanu.
Zdecydowanie jestem też na tak wobec obalenia dominacji Kościoła Katolickiego, tak w Polsce jak i na świecie. Gdyby na każdym kilometrze kwadratowym, wyznawców każdej z religii świata było po równo, nikt nie mógłby życzyć sobie powołania do życia państwa kierowanego przez jedno wyznanie. I to byłoby zdrowe - w końcu...
Niestety, taka masowa akcja z jaką trzeba się w chwili obecnej zmierzyć, jest zadaniem niewyobrażalnie wymagającym od strony organizacyjnej. Może i jej powodzenie byłoby realne, gdybyśmy tylko mieli tysiące wolnych miejsc pracy. Niestety, nigdzie w Europie takiej magicznej krainy nie mamy. Może, do pewnego stopnia, poza starzejącą się Skandynawią i Islandią, która faktycznie ma spore problemy w walce z powolnym kurczeniem się społeczeństwa - a co za tym idzie, z coraz mniejszą liczbą rąk zdatnych do pracy. Patrząc na problem z punktu widzenia całej Unii nie mamy nawet dostatecznej liczby miejsc, gdzie można by tych ludzi na czas trwania formalnych procedur przetrzymać. Namioty, szczególnie w konfrontacji z polskimi zimami, nie są rozwiązaniem. Co gorsza, skutek istnienia problemu bezdomności i bezrobocia, pojawią się w każdym z przyjmujących syryjskich imigrantów społeczeństw napięcia. Złość i obawa związana z faktem, że swoim obywatelom (z urodzenia, nie z wyboru) państwo nie dało rady pomóc w trudnej chwili, a tym nowym obcym musi. Skoro miejsc pracy czy mieszkań komunalnych gwałtownie nie przybędzie, to logiczne wydaje się, że przyjęcie do kolejki nowej osoby wiąże się z faktem, że komuś z dłużej czekających trzeba będzie odmówić. Spróbujcie wepchnąć się w zwykłą kolejkę osób chcących zdobyć jakikolwiek towar limitowany (choćby bilety premierowe na hit pokroju Star Wars). Ludzie, którzy byli w niej noc wcześniej naprawdę gotowi są walczyć o swoją pozycję. Czasem nawet dosyć agresywnie. Skoro w tak błahych przypadkach zdarza się ta chęć do walki, to jak naiwnym trzeba być, żeby uwierzyć, że analogiczne zachowanie nie pojawi się na skutek hurtowego przyjazdu imigrantów?
Mając zatem na uwadze względy humanitarne, dobro obywateli Europy jak i słynnych uchodźców, z przykrością stwierdzałam, że nie należy uchodźców wpuszczać masowo. A już tym bardziej nie w wersji "na szybko" z nadzieją, że jakoś to będzie. Jakoś się państwa członkowskie dogadają, jakoś podzielą, jakoś opanują... Jakoś... Pewnego dnia... Najbardziej obawiałam się, że problem zacznie się zanim to "jakoś" i "kiedyś" będą miały miejsce. Wrzucając ich do obcego im środowiska, które już na wstępie postanawia być im przeciwne, możemy zgotować im większe zagrożenie, niż to z którym przyszło im żyć w Syrii przez kilka ostatnich lat. Tak, lat, bo przecież wojna w Syrii nie jest nowością. Co gorsza, jeśli zacznie nam brakować środków na wyżywienie ich itp. tylko zaostrzymy problem. Głodny człowiek, zwłaszcza jeśli wraz z nim głodują jego dzieci, nie myśli racjonalnie. Zrobi wszystko, dosłownie, by zdobyć pożywienie. Tym sposobem nawet największych pacyfistów możemy przeobrazić w gotowe mordować by przeżyć bestie. Człowiek z głodu, niezależnie od rasy czy religii, postrzega świat w bardziej pierwotny sposób. Walka o przetrwanie w skrajnych warunkach wymaga przecież odrzucenia uczuć wyższego rzędu, czy tego chcemy czy nie. I natura tak sprytnie nas zaprojektowała, że w skrajnych warunkach sama wyłącza nam wyższe uczucia. Wszystko, byle tylko przeżyć... Nieudolna pomoc może zatem bardziej zaszkodzić. Wszystkim... Tym którzy nieudolną pomoc otrzymali, jak i tym, którzy jej udzielili.
Dalece wątpiłam w to, by jakikolwiek kraj, przy takiej liczbie wniosków o status uchodźcy, był w stanie sprawdzić, kto naprawdę ratuje swoje życie, a kto przy okazji tych, którzy naprawdę uciekają, postanowił ukryć swoją chęć bycia imigrantem ekonomicznym. Samo uciekanie wiąże się z kosztem, jak widzieliśmy po II wojnie światowej całkiem niemałym. Przykro to mówić, ale najbiedniejszym, którym tak modnie jest współczuć, nigdy nie uda się uciec. Czy to z Syrii, czy to z jakiegokolwiek innego miejsca na świecie. Po prostu ich na to nie stać. Najbogatsi zazwyczaj uciekają, gdy problem dopiero się zaczyna. Pozostaje nam środek przedziału, który w desperacji pozbędzie się wszystkiego, może jakoś wystarczy na ratowanie życia. Jednak przy okazji zdesperowanych, którzy sprzedali wszystko by mieć za co uciekać, zawsze znajdą się tacy, którzy chcieliby zarobić. Dołączając do tłumu udają, że są częścią tej grupy. I tak, nawet w słynnych telewizyjnych materiałach, widujemy takich, którzy przyznają się do bycia "uchodźcą" z Maroka czy Senegalu. Gdzie Maroko, Senegal i spółka, a gdzie Syria... Czy to już nie nadużycie? Część z nich z pewnością liczy, że urzędnicy nie zdążą w ciągu ustawowego terminu sprawdzić ich motywów działania, nie wydadzą na czas decyzji o odmowie przyznania statusu uchodźcy i tym sposobem będą mogli załapać się na status, którego w żadnych innych okolicznościach by nie dostali. Pomijając już fakt, że żadna biurokratyczna machina nie zdąży w porę sprawdzić, czy każdy z ubiegających się o status uchodźcy ma czyste papiery... Poza tym, ratując życie powinno nam przecież być obojętne, do jakiego kraju trafimy tak długo, jak długo nie ma w nim wojny. Dziwnym trafem tak wielu imigrantów teraz z uporem maniaka wybiera kraje o najlepszej pomocy socjalnej. Tak czy inaczej, przy masówce nie można nikomu zapewnić należytego bezpieczeństwa. Z punktu widzenia Polski pozostaje nam się jednak cieszyć tym, że żaden z tych jadących po socjal nie zostanie w naszym kraju. Nawet jeśli trafi tu z unijnego podziału. Oczywiście, budżet potem oberwie karami za tych, którzy nam uciekli, ale to chyba mniejszy problem.
Moją najczarniejszą wizją, którą chętnie dzieliłam się ze znajomymi, przyjaciółmi i rodziną, była wzajemna agresja jaka wyzwoli się na skutek tych wszystkich nieudolnych działań. Bałam się, że to wszystko pewnego dnia skończy się rzezią na tych, którym niby chcemy pomóc. Zwłaszcza, jeśli przez braki czasu na weryfikację przybywających do Unii wraz z tymi uczciwymi wpuścimy też tych, którzy we własnym kraju mieli już niezłą kartotekę przestępczą. Wystarczy kilku takich, dosłownie garstka, żeby ich czyny położyły się cieniem na opinii o wszystkich uchodźcach. A potem te czy inne grupy obywateli zorganizują się i nie mogąc odróżnić, kto jest zagrożeniem, a kto nie, zaczną likwidować wszystkich. W tym tych, którzy naprawdę zasługiwali na ratunek. Oczywiście, wszyscy twierdzili, że moje obawy są mocno przesadzone. Ostatnie miesiące pokazały jednak, jak bardzo byli w błędzie. Po paryskich zamachach kilka razy płonął już obóz dla uchodźców. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce się zemścić. Oczywiście, nie ma co liczyć na to, że ktokolwiek teraz szczerze powie nam ile osób w tych pożarach zginęło. Podejrzewam, że o wiele więcej, niż tych którzy zginęli w zamachu. A przecież ci, którzy byli w obozie, nie odpowiadali za zamachy. Tamta chęć zemsty zrodzi kolejną i tak napędza się każda historyczna machina zagłady. Do tego Sylwestrowe wydarzenia w Niemczech... Już teraz pojawili się tam chętni do "oczyszczenia społeczeństwa". I tak oto Kolonia staje się areną samosądów, gdzie tak zwana sprawiedliwość rozumiana jest jako poważne pobicie każdego, kto wygląda na uchodźcę. A niby jak tacy narwani do bójki zamierzają odróżnić winnego zdarzeń, od tego kto urodził się i wychował w Niemczech, ale ma inny kolor skóry? To proste - nie odróżnią, będą dumni z siebie, że leją każdego jak leci. I tak znów oberwą niewinni.
Pozostaje jeszcze pytanie, czy jako prawdziwy uchodźca, naprawdę w pierwszej kolejności wydajemy kasę na alkohol w Sylwestra? Jeśli ktoś, kto przybył wraz z uchodźcami w pierwszej kolejności wydaje swoje pieniądze na imprezę, to zdecydowanie wykiwał i przyjmujący go kraj, i uczciwych uchodźców, którym zależy tylko na ocaleniu życia. Jednak żadne z nadużyć nie usprawiedliwia brutalnego i bezmyślnego samosądu, z którym przychodzi nam się zmierzyć.

 źródło grafiki: https://www.campuspride.org/

Share this

Related Posts