Dziś media
katolickiej Europy mają jeden temat - Ksiądz Krzysztof Charamsa i jego
orientacja. Nie byłabym sobą, gdybym przemilczała to, co wiązało się z jego wyznaniem:
„Jestem gejem, szczęśliwym gejem”. Nie da się ukryć, nie było dotychczas
księdza, który postanowiłby tak otwarcie postawić sprawę.
Wszyscy
wiemy, jaki stosunek do homoseksualistów mają polscy ortodoksyjni katolicy.
Sodoma i gomora, na krzyż… wróć… na pal i podpalić. (Nie wiem czy z punktu widzenia Radia Maryja to
w ogóle wypada tak ukrzyżować na wzór Jezusa kogoś, kogo uznają za grzesznika) W
wersji bardziej „cywilizowanej” znajdziemy też sugestię, że należy to leczyć. I
choć ubolewam nad tym, że taki sposób postrzegana wciąż żyje między innymi w
tym kraju, to przeraża mnie fakt, że pojawia się on też u ludzi młodych. Tym
bardziej musi ich boleć fakt, że funkcjonariusz Watykanu śmie się przyznać do
własnych preferencji i to preferencji niezgodnych z doktryną polskiego
Kościoła. A do tego wszystkiego to jeszcze ich rodak.
Tylko dlaczego boli tych „gorliwie wierzących” prawda? Póki co w zamian za szczerość widzimy komentarze typu: „Jak księdzu nie wstyd !. Jest ksiądz powodem zgorszenia dla wielu. Niech się ksiądz opamięta !„ (zachowano pisownię oryginału). Wstydzić się siebie i szczerości? Przecież to absurd! Drodzy zagorzali zwolennicy Radia Maryja i tym podobni, czy aby kłamstwo nie jest grzechem samo w sobie? Zatem, ksiądz homoseksualista udający aseksualnego (tak, bo przecież hetero ksiądz też być nie powinien. No bo i jak, skoro obowiązuje go celibat?) byłby bardziej ok.? No dobra, skoro tak, to cytując dalej zagorzałych homofobów i autora wcześniejszego cytatu „... Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza.....” Wiecie już, co chcę Wam powiedzieć? Jeśli przez Wasze ograniczone pojmowanie odmienności świata człowiek (ten, czy jakikolwiek inny) miałby udawać, że nie jest homoseksualistą, namawiacie go do grzechu. Tym samym w myśl Waszych ukochanych cytatów dodam tylko, że kamień niekoniecznie musi być młyński (każdy inny odpowiednio ciężki też się nada), a Bałtyk macie pod ręką (z resztą, każdy inny zbiornik wodny też się nada). Oczywiście, tylko w wypadku, w którym chcecie żyć słowami, które sami rzucacie pod adresem innych – czasem w sposób ujawniający braki w zdolności czytania ze zrozumieniem, tak na marginesie.
Osobiście szanuję księdza (jak i każdego innego szczerze mówiącego o sobie człowieka), który powie „Tak, jestem gejem, mam partnera, kocham go, uprawiam z nim seks i dobrze mi z tym”. Nie widzę za to powodów, by usprawiedliwiać zachowanie takiego, który udaje, że żyje sam, tak jak mu celibat nakazuje, a cała wieś i tak wie, że sypia ze swoją gosposią. Baa, tam sypia! Że nawet jest ojcem jej dzieci. Co więcej, takich księży to nawet czasem się broni, że „to tylko mężczyzna”, a kobieta niech się buja z tym, że księdza do grzechu skłoniła. Szczerze, wierzycie, że ten cały celibat w ogóle działa? Jasne, są ludzie aseksualni, ale znakomita większość jakąś orientację jednak ma.
Katolików jak widać prawda boli i nie miłują jej tak, jak twierdzą na mszy. Niestety, prawda jest taka, że Kościół lubi od wieków być zakłamany - w wypadku księży tej czy innej rangi jak i wielu wyznawców. Przecież mieszkańcy wsi gorliwie ochronią księdza pedofila tłumacząc, że to tylko oszczerstwa. Będą wcinać opłatki z ręki księży płodzących to tu, to tam. No cóż, właśnie przez taką zakłamaną postawę wyznawców i wielu księży nie chciałabym być częścią Waszej wspólnoty. I może dzięki temu przeze mnie, ksiądz-ujawniony-gej jest pozytywnie postrzegany jako człowiek. Zawsze to choć jeden krok więcej w stronę szczerości Kościoła. Jako, że taki przypadek zdarzył się nam pierwszy raz i jak widać wywołał silne emocje katolików, można by rzec, że może to mały krok dla człowieka, ale wielki krok dla Kościoła. W tym miejscu pragnę pogratulować bohaterowi dzisiejszych wiadomości przyznania się do orientacji i posiadania partnera. A jeśli funkcjonariusze Kościoła, konserwatywni wierni i inni nie są w stanie tego zaakceptować, to cóż, kiedyś na Woodstocku powiedziano już co musi się stać, aby zaistniała szansa na zmiany. Świat się zmienił, a jeśli nie możecie zaakceptować, że dąży się do otartego mówienia o sobie… Dinozaury też istniały tysiące lat, ale nie mogąc przystosować się do zmiany środowiska, no cóż. Wszyscy wiemy, co się z nimi stało.
Tylko dlaczego boli tych „gorliwie wierzących” prawda? Póki co w zamian za szczerość widzimy komentarze typu: „Jak księdzu nie wstyd !. Jest ksiądz powodem zgorszenia dla wielu. Niech się ksiądz opamięta !„ (zachowano pisownię oryginału). Wstydzić się siebie i szczerości? Przecież to absurd! Drodzy zagorzali zwolennicy Radia Maryja i tym podobni, czy aby kłamstwo nie jest grzechem samo w sobie? Zatem, ksiądz homoseksualista udający aseksualnego (tak, bo przecież hetero ksiądz też być nie powinien. No bo i jak, skoro obowiązuje go celibat?) byłby bardziej ok.? No dobra, skoro tak, to cytując dalej zagorzałych homofobów i autora wcześniejszego cytatu „... Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza.....” Wiecie już, co chcę Wam powiedzieć? Jeśli przez Wasze ograniczone pojmowanie odmienności świata człowiek (ten, czy jakikolwiek inny) miałby udawać, że nie jest homoseksualistą, namawiacie go do grzechu. Tym samym w myśl Waszych ukochanych cytatów dodam tylko, że kamień niekoniecznie musi być młyński (każdy inny odpowiednio ciężki też się nada), a Bałtyk macie pod ręką (z resztą, każdy inny zbiornik wodny też się nada). Oczywiście, tylko w wypadku, w którym chcecie żyć słowami, które sami rzucacie pod adresem innych – czasem w sposób ujawniający braki w zdolności czytania ze zrozumieniem, tak na marginesie.
Osobiście szanuję księdza (jak i każdego innego szczerze mówiącego o sobie człowieka), który powie „Tak, jestem gejem, mam partnera, kocham go, uprawiam z nim seks i dobrze mi z tym”. Nie widzę za to powodów, by usprawiedliwiać zachowanie takiego, który udaje, że żyje sam, tak jak mu celibat nakazuje, a cała wieś i tak wie, że sypia ze swoją gosposią. Baa, tam sypia! Że nawet jest ojcem jej dzieci. Co więcej, takich księży to nawet czasem się broni, że „to tylko mężczyzna”, a kobieta niech się buja z tym, że księdza do grzechu skłoniła. Szczerze, wierzycie, że ten cały celibat w ogóle działa? Jasne, są ludzie aseksualni, ale znakomita większość jakąś orientację jednak ma.
Katolików jak widać prawda boli i nie miłują jej tak, jak twierdzą na mszy. Niestety, prawda jest taka, że Kościół lubi od wieków być zakłamany - w wypadku księży tej czy innej rangi jak i wielu wyznawców. Przecież mieszkańcy wsi gorliwie ochronią księdza pedofila tłumacząc, że to tylko oszczerstwa. Będą wcinać opłatki z ręki księży płodzących to tu, to tam. No cóż, właśnie przez taką zakłamaną postawę wyznawców i wielu księży nie chciałabym być częścią Waszej wspólnoty. I może dzięki temu przeze mnie, ksiądz-ujawniony-gej jest pozytywnie postrzegany jako człowiek. Zawsze to choć jeden krok więcej w stronę szczerości Kościoła. Jako, że taki przypadek zdarzył się nam pierwszy raz i jak widać wywołał silne emocje katolików, można by rzec, że może to mały krok dla człowieka, ale wielki krok dla Kościoła. W tym miejscu pragnę pogratulować bohaterowi dzisiejszych wiadomości przyznania się do orientacji i posiadania partnera. A jeśli funkcjonariusze Kościoła, konserwatywni wierni i inni nie są w stanie tego zaakceptować, to cóż, kiedyś na Woodstocku powiedziano już co musi się stać, aby zaistniała szansa na zmiany. Świat się zmienił, a jeśli nie możecie zaakceptować, że dąży się do otartego mówienia o sobie… Dinozaury też istniały tysiące lat, ale nie mogąc przystosować się do zmiany środowiska, no cóż. Wszyscy wiemy, co się z nimi stało.

2 komentarze
komentarzeDobrze, że ksiądz się ujawnił. Świadczy to dobrze o nim, a wręcz przeciwnie o jego krytykach. Tylko jest małe ale, moim zdaniem: funkcjonariusz krk powinien być aseksualny! oburzenie w przypadku ogłoszenia takiej informacji, a z drugiej strony milczenie gdy pedofil przez lata gwałci nastolatkę. Taka moralność tej instytucji.
ReplyTylko z tą aseksualnością (prawdziwą) jest trochę ciężko - tak w sensie biologicznym. Wg. znanych mi badań to zazwyczaj 1% społeczeństwa. Do tego w tym 1% są kobiety, więc powstaje pytanie ilu takich aseksualnych mogłoby zdecydować się na taki zawód. W Polsce duchowieństwo to około 0,17% społeczeństwa (wliczając zakonnice), więc statystycznie dałoby się zbudować ten stan z samych aseksualnych. Tylko, że to oznaczałoby, że co szósty aseksualny powinien zdecydować się na byce duchownym, a tu statystycznie mógłby być już problem. Bo póki istnieje celibat to zgadzam się, duchowni powinni być aseksualni.
ReplyTylko, czy ludzie którzy nie posiadają rodzin w ogóle mogą przypisywać sobie prawo do mówienia jak taka rodzina ma wyglądać i zwoływania sobie synodów w sprawie, w której de facto nie mają pojęcia. A skoro celibat jest stosunkowo nowym wynalazkiem (przez większosć historii chrześcijaństwa przecież nie istniał) i pojawił się tylko z podowu ochrony majątków Kościelnych, to chyba bardziej fair byłoby zniesienie tak nieżyciowej zasady. Tylko no tak, bycie fair to nie w myśl dualizmu moralności krk... ;)