Górnictwo, problem nasz powszedni...



Cytując Ryszarda Petru „Ile jeszcze miliardów chcemy jako Podatnicy zapłacić za ratowanie nierentownego górnictwa?”. Moim zdaniem samo to pytanie jest, najzwyczajniej w świecie, źle postawione. Jasne, związki zawodowe nie służą optymalizacji produkcji i zysku firmy, ale… Należałoby najpierw spytać „Jak długo jeszcze będziemy przymykać oko na źródło nierentowności górnictwa”.
Wszyscy pamiętamy jak szalone kwoty zarabiał były prezes JSW i to za czasów, gdzie spółka ta daleka była od pozycji rynkowego lidera. Tutaj nawet dymisje okazują się żyłą złota, przynajmniej z punktu widzenia większości obywateli. Zatem teraz, przed wyborami, powinniśmy pytać:
- jak długo jeszcze będziemy pozwalać, by prezesi nierentownych spółek zarabiali nieproporcjonalnie dużo? Wszak zachodni model sugeruje, że wynagrodzenie osób zarządzających spółką wypłacane jest w zależności od jej wyników. Kto jak nie stosowna kadra ma przekładać się na wynik firmy?
- jak długo będziemy tolerować tak wysokie odprawy? Odprawa nie powinna przysługiwać w sytuacji, w której ktoś rujnuje spółkę, a potem porzuca okręt. Wszak kapitan powinien iść na dno wraz ze swoim okrętem… A kim innym są prezesi, menagerowie i inni na szczycie piramidy jak nie kapitanami swoich spółek. Tym samym, jeśli za czasów danego prezesa (i reszty kadry najwyższego szczebla) spółka notuje ciągłe straty, odprawy nie powinny być wypłacane. Kiedy one w ogóle miałyby sens? Może wówczas, gdy dany prezes zmęczony już swym wiekiem, chciałby ustąpić miejsca młodszej kadrze. Ewentualnie, gdy to problemy zdrowotne zmuszają człowieka do takiej decyzji… Nie mniej jednak, odprawa powinna przysługiwać jedynie w wypadku dymisji DOBROWOLNEJ, Z PRZYCZYN LOSOWYCH i POD WARUNKIEM NIEZABURZONEJ RENTOWNOSCI SPÓŁKI.
Głównym problemem owszem, są źli zarządcy. I to, że owi źli zarządcy bezzasadnie przyznają sobie w ramach premii, dodatków, podwyżek itp. to co mogłoby przysłużyć się kopalniom poprzez odpowiednie inwestycje. Bez zmiany podejścia do wynagrodzeń, odpraw i weryfikacji rzetelności  pracy wykonywanej przez kadrę najwyższego szczebla, żadne inwestycje nie mają prawa wypracować nadwyżki finansowej na dalszy rozwój firmy. A rozwijać biznes trzeba zawsze… W oparciu o własną pracę firmy, a nie tylko rządowe dotacje. Oczywiście, część kopalni an chwilę obecną jest w tak złej kondycji, że bez zastrzyku na modernizację i restrukturyzację nie mają szans same powstać z popiołów.
Owszem, prywatny właściciel bardziej dba o swoje.  Nie od dziś wiadomo, że „Pańskie oko konia tuczy”. Tylko, czy w kraju, którego energetyka opiera się na węglu możemy w ogóle dopuścić do prywatyzacji sektora wydobywczego? Niestety, nie. Dlaczego? Ponieważ działalności sektorów strategicznych (a takim niewątpliwie jest energetyka) nie można w 100% uzależniać od zewnętrznych dostawców. Tym bardziej, nie można puścić wszystkiego swawolnie w ręce prywatne, bo te ręce szybko mogą stać się rękami kapitału zagranicznego. A już uzależnienie energetyki od zagranicznych dostawców brzmi jak strzał we własne kolano… Ja wiem, ten wydatek z budżetu boli. Dlatego zamiast chcieć się pozbyć ciężaru jakim jest utrzymanie tego, co nierentowne, powinniśmy choć raz dobrze wydać te pieniądze. Tak, by móc nasze kopalnie postawić na nogi. Oczywiście, to wymaga też zmiany zarządów tu i tam, tak by prezesi przestali patrzeć na zysk spółki jak na kłopot. Na chwilę obecną wygląda to tak: jest zysk = podniesiemy pensje zarządu itp., to zysk przejemy i problem tego co z nim zrobić zniknie…
A tak na koniec w temacie niewydolności pewnych podmiotów: „Czy jakikolwiek organ państwowy: ZUS, urzędy skarbowe, urzędy pracy przejmują się losem upadających przedsiębiorców spoza sektora węglowego?”. A jakie organy państwowe powinny przejmować się upadającym ZUSem?

* fotografia z www.3obieg.pl

Share this

Related Posts